sobota, 2 sierpnia 2014

Lucy Maud Montgomery „Błękitny Zamek”

Valancy Stirling, chowająca się przed przytłaczającą rzeczywistością w świecie wyobraźni (w Błękitnym Zamku), to mająca dwadzieścia dziewięć lat panna, którą rodzina z wielkim upodobaniem nazywa „starą”. Towarzyszy jej myśl, iż „Gorzka jest chwila, kiedy kobieta uświadamia sobie, że nie ma miłości, obowiązku, celu ani nadziei.” (s. 10), a przyszłość widzi w czarnych barwach. I kiedy mogłoby się zdawać, że już do końca swoich dni Valancy będzie prześladowana przez ducha zgubionej łyżeczki, dowiaduje się ona, że pozostał jej rok życia. Jak zdecyduje się spędzić te policzone dni?

czwartek, 31 lipca 2014

Przedmioty, które mnie określają

Zabawa ta pojawiła się na blogach już jakiś czas temu (linki do innych jej odsłon znajdziecie pod koniec tego wpisu!) i bardzo mi się spodobała. Myśl, że ja też chcę spróbować w niej swoich sił kiełkowała mi w głowie od dawna, a zwlekałam głównie dlatego, że nie miałam jeszcze książek, które planowałam w moim zestawie przedmiotów wykorzystać. Kupiłam je sobie na urodziny i początkowo to z ich okazji planowałam ten wpis (czyli w pierwszej połowie lipca) - ale w sumie to cały lipiec traktuję jako „mój” miesiąc, więc skoro tym rzutem na taśmę wyrabiam się przed nadejściem sierpnia, to wspaniałomyślnie uznaję, że z postanowienia się wywiązałam ;)

niedziela, 27 lipca 2014

Zbigniew Kiersnowski „Bezpowrotna Góra. Baśnie japońskie”

W owym czasie hen daleko w górach znajdowało się pewne miejsce, gdzie każdej jesieni w wielkiej obfitości dojrzewały dorodne owoce kaki, kasztany i orzechy. Ludzie unikali jednak tego miejsca. Ktokolwiek bowiem tam poszedł, ten już nigdy nie wracał. Z czasem zaczęto nazywać owo miejsce Bezpowrotną Górą. Mówiono, że mieszka na niej potwór, który pożera ludzi. Pewnego razu najstarszy z braci, Tarō, powiedział, że pójdzie na Bezpowrotną Górę i zgładzi potwora. Przewiesił przez plecy łuk i kołczan ze strzałami, przypasał miecz, w rękę ujął długą włócznię i wyruszył w drogę.” (s. 299-301).

środa, 16 lipca 2014

M.C. Beaton „Agatha Raisin i miłość z piekła rodem”

Czasami tak bardzo skupiamy się na osiągnięciu celu, że zupełnie zapominamy o poświęceniu chwili uwagi na zastanowienie się nad tym, czego tak naprawdę pragniemy i potrzebujemy do szczęścia. Poślubienie ukochanego mężczyzny okazało się dla Agathy Raisin początkiem prawdziwych problemów i to podwójnych, bo małżeńskie kłopoty splotły się ze sprawą morderstwa pewnej kobiety. Kochanki męża Agathy. Czy porywcza Raisin skłonna byłaby do tak drastycznego kroku? Kto komu będzie groził pistoletem, a kto komu nożyczkami? I kto będzie szukał wyciszenia w... klasztorze (!)? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w „Agacie Raisin i miłości z piekła rodem”.

środa, 9 lipca 2014

F. Scott Fitzgerald „Wielki Gatsby”

Rzadko zdarza mi się, żebym nie doczytała książki do końca. „Wielki Gatsby”, zupełnie niespodziewanie, stał się dla mnie symbolem tego, że warto kończyć rozpoczęte opowieści: dopiero wraz z przeczytaniem ostatniego zdania zyskuję pewność, czy dana historia podoba mi się, czy nie. Gdybym odłożyła książkę F. (Francisa) Scotta Fitzgeralda na początku, pozostałoby mi wspomnienie lekkiej, budzącej ciekawość powieści. Gdybym odłożyła gdzieś w połowie - zapamiętałabym ją jako irytującą i wręcz głupkowatą. Gdy jednak doczytałam „Wielkiego Gatsby'ego” do końca, to ze zdziwieniem stwierdziłam, że książka bardzo mi się podoba - i to: pomimo wszystkiego (!), a nawet: że zostawiła mnie z powidokiem (!!). W życiu bym się tego nie spodziewała. Zwłaszcza, że to było moje drugie podejście do przeczytania tej powieści.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

M.C. Beaton „Agatha Raisin i przeklęta wieś”

Kto przy zdrowych zmysłach przeprowadzałby się do ponurego Fryfam w Norfolk? Zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym, kiedy większość mieszkańców wsi wyjeżdża w bardziej przyjazne rejony? Kto porzucałby przytulny dom na rzecz chaty bez centralnego ogrzewania i z tajemniczymi „świetlikami” w zaniedbanym ogrodzie, z perspektywą długich, monotonnych dni pośród mgieł i przeszywającego zimna? No pewnie, że Agatha Raisin :) Chociaż akurat niespecjalnie chyba do niej pasuje określenie „przy zdrowych zmysłach”, bowiem do Norfolk kieruje się za sprawą przepowiedni wróżki, że tam znajdzie prawdziwą miłość. I przy okazji ucieka przed myślami o Jamesie Laceyu - swoją bardzo niezdrową „miłością”. Czy główna bohaterka znajdzie coś poza kolejnym trupem?

piątek, 20 czerwca 2014

Bram Stoker „Dracula”

Kultura masowa potrafi obrzydzić mi każdy temat - głównie wtedy, kiedy go namolnie eksploatuje, a jednocześnie spłyca i tworzy z niego efektowną „wydmuszkę”, w której na próżno szukać głębszych treści. Zresztą, takie produkty często rozczarowują mnie nawet rozpatrywane tylko jako czysta rozrywka. Mam wrażenie, że takie „przeżucie” przez kulturę popularną spotkało właśnie mit wampira, ponieważ wyciągnięto z niego i zostawiono kły, krew i erotykę, a towarzyszące mu dylematy sprowadzono do „ojoj, długowieczność ma swoje wady” (o „romansie z wampirem” nawet nie chce mi się tutaj wspominać ;)). Na tym modnym, acz jednak dość jednolitym tle, książka Brama Stokera jawi się jako alternatywa dla spragnionych „czegoś więcej”, ponieważ jest to powieść z wciągającą fabułą rozpostartą między zabobonem a racjonalizmem, przygoda - z miejscem na refleksję. Postać Draculi powstała na długo przed tym, jak zaczęto, jako wzór męskości (z kłami i bez), lansować typ plastikowego chłopca i śmiem twierdzić, że od tego czasu nikt nie zdołał odebrać transylwańskiemu hrabiemu palmy pierwszeństwa. Książę jest tylko jeden!

czwartek, 5 czerwca 2014

M.C. Beaton „Agatha Raisin i martwa znachorka”

Czas na kolejną porcję mojego małego bzika, czyli na kolejny tom poświęcony... właściwie czemu? Rozwiązywaniu przez Agathę Raisin kryminalnej zagadki (ktoś jeszcze w to wierzy? ;))? Szukaniu przez nią miłości? Podejrzanym specyfikom pewnej znachorki i światu wróżb? A może totalnej amatorszczyźnie domorosłej pani detektyw, jej sercowym porażkom i lądowaniu z byle kim w łóżku, oraz rzeczywistości pozbawionej magii? W tej książce znajdziemy wszystkie te rzeczy, ponieważ autorka najpierw interesująco buduje fabułę, niczym misterny domek z kart, a następnie jednym ruchem ręki ją burzy, by pozostawić czytelnika z uczuciem konsternacji...